Mówili, że mojej córeczce nic nie jest...
- Okrutny guz mózgu chce mi odebrać dziecko. Gdybym czekała, aż jej przejdzie, uwierzyła lekarzom, że mojej córce nic nie jest, Marcelinka już by nie żyła – opisuje mama małej strzegomianki i zwraca się z apelem o pomoc. Szansą na wyzdrowienie dziewczynki jest kosztowna terapia protonowa.
- 30 września dowiedziałam się, że moja córka jest śmiertelnie chora. Po wielu tygodniach błędnych diagnoz kolejna osoba chciała odesłać Marcelinkę do domu (…). Nie mogłam na to pozwolić. Moja córka była już skrajnie wymęczona chorobą. Wychudzona, bo nie miała siły jeść, oddychać i chodzić. Wymioty męczyły ją od lipca, z każdym dniem Marcelinka słabła. Nie miała już ochoty się bawić, właściwie nic już nie mogła robić. A wciąż tylko słyszałam, że mojemu dziecku nic nie dolega – tłumaczy mama dziewczynki.
Po wielu nietrafnych diagnozach, jak opisują rodzice Marcelinki, znaleziono wreszcie przyczynę jej dolegliwości, którą okazał się nowotwór mózgu. Dziecko przeszło operację usunięcia guza, jednak ze względu na lokalizację, nie udało się go usunąć w całości. Ponadto badania wykazały, że nowotwór jest o wysokim stopniu złośliwości i często śmiertelny.
- Dowiedzieliśmy się o możliwości innej terapii, która ogranicza wszelkie ryzyka do minimum, otwiera drzwi na życie (…). Jest to bardzo kosztowna terapia protonowa – wskazują rodzice.
Terapia protonowa jest bardzo precyzyjną metodą radioterapii, a jej wykorzystanie zapewnia większą precyzję w dostarczaniu dawki promieniowania do nowotworu, mniejsze prawdopodobieństwo uszkodzenia zdrowych sąsiadujących tkanek, mniejsze ryzyko powikłań i większe prawdopodobieństwo szybkiego powrotu do zdrowia po zabiegu.
- Jako mama obiecałam, że razem z tatusiem zrobimy wszystko dla naszej córeczki! Dlatego dziś bardzo prosimy o pomoc, bo potrzebujemy Waszego wsparcia, serca, hojności i modlitwy. Mamy niewiele czasu. Lekarze mówią, że to podstępny nowotwór i nie czeka, tylko atakuje – dodaje mama Marcelinki.
Komentarze
Ten materiał nie ma jeszcze komentarzy